Pozwól sobie być piękną!

Witam! Dziś chciałam napisać do Was tak trochę od serca, tak z doświadczenia i tak motywująco też.

Jak sam tytuł wpisu wskazuje, będzie o pozwoleniu sobie na bycie piękną. Tak i to niezależnie od tego ile kg pokazuje wam waga łazienkowa, ile cm naliczyłyście w pasie czy jak bardzo doskwierają Wam najprzeróżniejsze mankamenty urody.
Jak same pewnie wiecie nie jest to łatwe, gdy nie wygląda się jak wyretuszowane gwiazdy na okładkach gazet. A nie oszukujmy się, mało kto tak wygląda. Jeżeli jednak masz to szczęście i wyglądasz iście jak z sesji zdjęciowej do Vogue i nawet małych poprawek w programie graficznym nie potrzebujesz – super! Gratuluje i ciesz się tym każdego dnia.
Jeśli jednak jakiś aspekt twojej urody Ci przeszkadza, przez co nie czujesz się piękną, zachęcam do czytania dalej, a nóż poprawie ci samopoczucie, a może nawet dzięki temu co przeczytasz, zmienisz coś w swoim życiu?
A i od razu uprzedzam, wpis jest bardzo długi, znowu się rozpisałam, ale wydaje mi się że warto dotrwać do końca:)

W tym momencie pokażę Wam zdjęcie, na którym możecie zobaczyć jak wyglądam ja. I trochę podpatrzeć moją „stylówkę” 🙂

No dobra, skoro ma być pisane z doświadczenia to może najpierw trochę o mnie. Żeby nie było, że piszę o czymś co mi się wydaje. Bo piszę o czymś co sama przeżyłam, czego dotknęłam i jak się zmieniało moje podejście do samej siebie. A co za tym idzie jak się ubierałam, jak – i czy – malowałam, jak o siebie dbałam w rożnych momentach swojego „wyglądania” 😉 I jak sytuacja się ma w tym momencie.

    Moja historia – Odkąd pamiętam nie miałam problemów z wagą. Owszem, były momenty gdy wydawało mi się, że je mam ale z dzisiejszej perspektywy widzę, że robiłam z igły widły i chwilowa waga 60 kg przy wzroście 164 cm nie była życiową tragedią. Jednak większość swojego „dorosłego” życia ważyłam około 55 kg. Czasem mniej (w liceum 48 kg) czasem więcej (max 60 – 62 kg). Jednak najczęściej oscylowałam w granicy 55 kg. Nie będę teraz debatować czy to dużo czy mało, po prostu byłam do tego stanu rzeczy przyzwyczajona, to był mój standard. Natomiast sytuacja zaczęłam się zmieniać, gdy zaszłam w pierwszą ciążę. Nie będę się też wdawać w szczegóły ile przytyłam w jednej a ile w drugiej ciąży, itp bo wpis byłby 3 razy dłuższy 🙂 Powiem tylko, że po urodzeniu drugiego dziecka ważyłam 80 kg. Tak. Nie muszę chyba tłumaczyć jak się z tym źle czułam i jak ciężko mi było się do tego przyzwyczaić. Owszem, starałam się schudnąć, ciągle się staram i na chwilę obecną ważę 76 kg. Tak wiem, Kaspra urodziła 10 miesięcy temu, 4 kg nie jest spektakularnym osiągnięciem. No cóż, po pierwszej ciąży bardzo „spuchła mi szyja” mówiąc obrazowo 😉 podczas wizyty u lekarza okazało się, że rewolucja hormonalna spowodowana ciążą, obudziła w moim organizmie problemy z tarczycą i zdiagnozowano u mnie hashimoto. Tak. Dlatego ciężko mi jest schudnąć, jednak nie tracę nadziei 🙂
    Ale do rzeczy – poprzez to że bardzo przytyłam, przestałam zwracać uwagę na to jak wyglądam. Przestałam się malować, ubierałam luźne ciuchy i wydawało mi się że jeśli się „wystroję” to przy swojej tuszy będę wyglądać po prostu śmiesznie. Zaznaczę, że nie mówię jakoby nie malowanie się było złe! Wręcz przeciwnie, szanuje osoby które się nie malują i dobrze się z tym czują. Przeciwna jestem też malowania się przez bardzo młode dziewczyny. Ja jednak „wcześniej” uwielbiałam się malować. Przede wszystkim skupiałam się nad makijażem oka i nawet kilka razy obce osoby zwracały mi uwagę, komplementując mój make-up.
    W pierwszej ciąży się nie malowałam w ogóle albo robiłam make-up „no make-up”, zapominając w ogóle co to cienie do oczu czy eyeliner, o szmince już nie wspominając. Nie zmieniło się to również po ciąży, czasami użyłam eyelinera. Podobnie było podczas drugiej ciąży.
    Co do ubrań, nie cierpiałam chodzić po sklepach, wydawało mi się że wszystko jest dla mnie za małe, że w nic się nie zmieszczę i widząc coś co mi się bardzo podobało (zwłaszcza w tym okresie pomiędzy jedną ciążą a drugą) myślałam: „kupie sobie coś takiego jak schudnę”. I to jest moje drogie sedno tego co chciałam Wam powiedzieć!
    Nie czekajcie aż schudniecie (lub uda Wam się zmienić w sobie daną rzecz, która Wam nie pasuje). Oczywiście, warto nad sobą pracować, jednak nie zapominajcie, że w każdym momencie swojego życia, niezależnie od tego jak wyglądacie tu i teraz, każda z Was zasługuje na to by dbać o siebie, dopieszczać się i zakładać na siebie ładne ubrania.
    Teraz, jak mi się spodoba jakieś ubranie to bez żadnego problemu biorę je w rozmiarze L (niemiecka rozmiarówka jest troszkę większa od polskiej) i idę do przymierzalni. Jak mi się podoba – kupuję, nie odkładam już tego na „jak schudnę”. Bo chcę fajnie wyglądać TERAZ. Podobnie sprawa się ma z makijażem, pokochałam wyraziste pomadki, wróciłam też do cieni do powiek i odkryłam ile się zmieniło na tym polu przez ostatnie lata. Rewolucja 😉

A teraz mój apel do Was kochane! To jak wyglądacie, co wg Was jest nie takie jak być powinno

nie ma wpływu na to czy wam wolno, czy powinnyście i czy możecie się stroić, robić sobie porządne makijaże, chodzić do fryzjera czy kupować nowe szpilki

Oczywiście, jestem jak najbardziej za tym, żeby walczyć ze swoimi mankamentami, jeśli ma się na nie wpływ (np uważacie że ważycie za dużo, jak najbardziej można próbować schudnąć, byle w zdrowy sposób) Jestem za! Tylko nie zapominajmy o tym co po drodze. O tym że teraz, zanim jeszcze schudnę, mogę wyglądać dobrze, mogę kupić sobie modny ciuch, który mi się podoba czy zrobić sobie świetny manicure. To samo tyczy się innych aspektów oczywiście, mówię tutaj o wadzę bo wydaje mi się, że jest to najbardziej obrazowy przykład, no i dlatego że sama mam z nią problem.

Także słuchajcie kochane, nie dajmy się zwariować. Wiadomo, media wszędzie gdzie się da lansują chudziutkie, gładziutkie i śliczniutkie wyobrażenia o tym, jak kobieta winna wyglądać. Zauważyłyście, że teraz w większości seriali nie ma grubszych kobiet? A jeśli już się jakaś pojawi, to jest to osoba z zazwyczaj dużą nadwagą i najczęściej jej postać jest oparta na tym, że po prostu ma tych kilogramów za dużo.
I jak tutaj się lubić patrząc w lustro? Ano, nie lubić, kochać! Pamiętajcie, jesteśmy sobą, nigdy nie będziemy nikim innym i o ile w wyglądzie można coś zmienić i czasem warto, to nie przejmujcie się tymi mankamentami aż tak bardzo.
Chcecie nosić kolorowe ubrania? Noście! Chcecie bawić się z makijażem i nosić kolorowe, intensywne szminki? Noście! Naprawdę,

to jest Wasze życie i ma sprawiać przede wszystkim radość Wam

Dalej wydaje się Wam, że z 20-kilogramową nadwagą nie ma się co wygłupiać i trzeba się chować w workowate ubrania? Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, że te workowate ubrania dodają wam kolejne 10 kg, a na tym chyba Wam nie zależy co? Warto w takiej sytuacji dowiedzieć się jaką mamy sylwetkę i jakie kroje najlepiej będą do niej pasować. Wtedy bezpiecznie będziecie mogły szaleć z garderobą, podkreślając swoje atuty, pokazując światu, a przede wszystkim samym sobie jakie jesteście piękne 🙂
A przy okazji atutów, właśnie zapomniałabym wspomnieć. Np jeśli którejś z Was wydaje się, że ma koślawe, krzywe nogi, ale za to ma przepiękne włosy to kochana, skup się na włosach, dbaj o nie i eksponuj, a nogami się nie przejmuj. Takie proste? Takie proste!

I żyjcie, żyjcie, żyjcie moje drogie, bo szkoda życia na kompleksy 😉 :* :* :*


Dla zainteresowanych: trzy najbardziej charakterystyczne elementy tego zdjęcia: szminka – matowa pomadka od NYX, o której pisałam we wcześniejszym wpisie czyli tutaj w kolorze „Copenhagen”; pasiasta koszula od Zary i naszyjnik mojego autorstwa – tutaj dostępne podobne (3 pierwsze sztuki), ja wiem że teraz panuje moda na choker’y i prawie każdy je nosi, ale mi osobiście się nie podobają, za to taki naszyjnik zawiązany bardzo wysoko jest myślę fajnym odpowiednikiem 🙂

    * dodam że zarówno w tle moich zdjęć, jak i na „zdjęciu wyróżniającym” na górze widać Street Art znajdujący się w Hagen, w Niemczech, a autorem, osobą która się pod nim podpisałam jest Martin Bender
  • Mru

    Cieszę się, że uświadomiłaś sobie, że nie liczy się tylko waga i znowu z przyjemnością się malujesz i kupujesz ciuchy 🙂

    • takitammotyl

      Dziękuję! 😉

  • Myślę że do dostrzegania piękna w sobie trzeba dojrzeć !

    Najlepiej widzi się piękno własne w oczach ludzi których kochamy 🙂

    • takitammotyl

      Piękne słowa! 😉

  • Margot

    Jesteś piękną kobietą, masz cudowne dzieci – waga i takie tam nie są ważne, ale … każda z nas chce się czuć pięknie i atrakcyjnie. Podziwiam Twoje podejście i myślę, że osiągnęłaś stan idealny. Wagę stopniowo zgubisz. Ale najważniejsze, że czujesz się szczęśliwą. Kochana – dziękuję za odwiedziny na moim blogu – Wesołych Świąt – pozdrawiam serdecznie – Margot 🙂

    • takitammotyl

      Ojej, dziękuję bardzo za tak miłe słowa 🙂 nie wiem czy jestem w stanie powiedzieć że osiągnęłam stan idealny ale myślę, że jest naprawdę dobrze 🙂 pozdrawiam serdecznie i choć trochę spóźnione to jednak przesyłam życzenia, radosnych i spokojnych świąt 🙂

    • takitammotyl

      Ojej, dziękuję bardzo za tak miłe słowa 🙂 nie wiem czy jestem w stanie powiedzieć że osiągnęłam stan idealny ale myślę, że jest naprawdę dobrze 🙂 pozdrawiam serdecznie i choć trochę spóźnione to jednak przesyłam życzenia, radosnych i spokojnych świąt 🙂

  • Fajna kobietka z Ciebie, a kilka kilko mniej, czy więcej – przecież to tylko kilogramy 😉 Można być lekko puszystą kobietką, ale bardzo atrakcyjną tak samo jak szczupłą i zgrabną, ale bardzo zaniedbaną – Ty decydujesz i dokonujesz wyborów 🙂

    • takitammotyl

      Dziękuję bardzo 🙂 Dokładnie tak jak mówisz! Bardzo sie cieszę że „wyszłam z cienia” i przestałam czekać na moment idealny. Mam nadzieje że coraz więcej kobiet dostrzeże w sobie piękno, bez względu na kg czy inne mankamenty. Bo przecież szkoda życia na kompleksy 🙂