Paleta RETRO by Karolina Zientek we współpracy z Glam-Shop.pl. Moja opinia.

Jak już pewnie większość z Was wie, Glam-Shop, Hania stworzyła dwie paletki cieni we współpracy z urodowymi Youtuberkami. Jest to pierwsza, ale z tego co wiadomo nie ostatnia taka współpracy Hani.
Mi osobiście bardzo się podoba taki pomysł, fajny powiew świeżości i nowe pomysły na zestawienia kolorystyczne palet w Galm-shopie.
Z tej współpracy powstały dwie palety cieni, Retro by Karolina Zientek oraz Kwitnąca wiśnia by DiM Agnieszka Janoszka.
Ja, jako większa fanka fantazyjnych makijaży Karoliny Zientek od razu zapragnęłam mieć w swoich rękach paletkę Retro Karoliny.
Natomiast gdy zobaczyłam jak obie paletki wyglądają, jakie mają kolory nie potrafiłam się zdecydować którą bardziej potrzebuje 😀
Paletka Karoliny to jednocześnie awangardowe cudo, jak i ukryte między wierszami składowe do makijaży dziennych.
Natomiast paletka Agnieszki od razu wydawała mi się idealną paletką do makijaży ślubnych. A jako że mam w planie zająć się wizażem zawodowo – pomyślałam że muszę mieć obie, no nie było opcji wybrać jedną.
Takim oto sposobem jestem szczęśliwą posiadaczką obu paletek, które wyszły ze współprac Glam-shopu z youtuberkami.

Paletkę Retro Karoliny możecie kupić tutaj.
Natomiast Kwitnąca wiśnia A. Janoszki będzie dostępna od grudnia.
Jednak pamiętajcie, że te paletki są limitowane.

Chwilę trwało zanim wzięłam się za napisanie opinii o nich tutaj, na blogu. Jednak chciałam je porządnie prześwietlić, poużywać i przedstawić jak najbardziej rzetelną opinię o każdej z nich.

takitammotyl, paleta cieni retro by Karolina Zientek, współpraca z Glam-Shop, kosmetyki

takitammotyl, paleta cieni retro by Karolina Zientek, współpraca z Glam-Shop, kosmetyki, swatche


Dziś przedstawię Wam paletkę Retro by Karolina Zientek.

Natomiast w następnym poście opiszę paletkę Kwitnąca wiśnia Agnieszki Janoszki.

Paleta Retro by Karolina Zientek x Glam-shop zawiera standardowo jak na Glam-shop dziesięć cieni do powiek. Dwa z nich to turbo pigmenty, bardzo oryginalne i dość nietypowe turboty. Poza tym znajdziemy w niej siedem matów oraz jeden bardzo nietypowy błysk.
Nazwy cieni nawiązują do największej inspiracji Karoliny czyli Hollywood oraz wybitnych kobiet amerykańskiego kina. Widać po palecie, że jest przemyślana w każdym najmniejszym aspekcie. W zasadzie nie ma tutaj nic przypadkowego, zaczynając od cieni i ich nazw, kończąc na detalach na opakowaniu.

Bardzo fajnym aspektem palety jest jej uniwersalność, której w pierwszej chwili się nie widzi patrząc na tą paletę. No bo patrzymy na Retro i widzimy “Audrey”, widzimy “Rite”, widzimy kontrasty czerni i bieli i myślimy (oczywiście nie ja, ale większość nie szalejących z makijażem osób) “oooo nie nie, to nie dla mnie, to zbyt szalone”.

Ale popatrzmy bliżej, Mamy “Marylin”, mamy “Debbie”, mamy “Brigitte” i widzimy trzy kolory dzięki którym możemy stworzyć neutralny makijaż i dopełnić go “Hollywood”. I wcale nie rzucamy się w oczy awangardą.
Teram ktoś by mógł pomyśleć, no dobra, ale nie kupie tej paletki tylko dla neutralnych kolorów, reszty przecież nie użyje, to lepiej zostać przy innej palecie w brązach.
ALE ! Kochane, ta paleta jest świetnym pretekstem do “spróbowania” mniej oczywistych kolorów. Możemy bazować na neutralnych kolorach i tylko i wyłącznie w akcencie użyć tych bardziej szalonych. Nawet najmniejszy akcencik “Audrey” czy “Elizabeth” pokaże nam, czy takie szaleństwo nam się podoba. A nóż? I będziemy chcieć więcej i więcej 😀
Nie wspomnę już o Vivien która… uh dobrze o tym później. Opiszę Wam każdy cień po kolei. Zaczynamy.

Retro by Karolina Zientek x Glam-Shop:

Marylin

Biały matowy kolor. Może napiszę tutaj kilka słów ogólnie o matach w tej palecie. Nie są suche, są kremowe w dotyku. Dodatkowo, jeśli strzepniemy nadmiar z pędzla przed aplikacją cienia na oko nie mamy osypu w ogóle lub jest minimalny. Cienie bardzo łatwo się ze sobą blendują, nie jest trudno o ładne przejścia.
Wracając do bieli, jest bardzo dobrze napigmentowana. Jest to biały cień, którego naprawdę widać gdy go nałożymy, nie znika. Jest świetny do rozjaśnienia wewnętrznego kącika.

Vivien

Oh Vivien….. ten kolor mam moc!. Jest to turbo pigment. Iskrzy się cudownie, nałożony na całą powiekę palcem tworzy cudowną taflę, wygląda jak mokry. Jest to turbot na przeźroczystej bazie, więc można go używać jak toper. Idealnie też nadaje się do roziskrzenia wewnętrznego kącika. Dla bardziej szalonych srok polecam użycie go jako toper na rozświetlacz na policzkach! Wygląda w takim wydaniu obłędnie i myślę, że super się sprawdzi w zbliżającym się karnawale i na samego Sylwestra. Kolor mam piękny, na żywo widać więcej niuansów w nim, jest zdecydowanie chłodny.

Sophia

Kolejny hiper napigmentowany mat. Słuchajcie ten cień nakładałam na bardzo ciemny cień i go przykrył! Chyba nie spotkałam się z tak kryjącym jasnym różem. Jestem pod wrażeniem.

Rita

Ciemniejszy, matowy róż. mam wrażenie, że ten kolor jest na oku intensywniejszy niż w palecie. Fajny kolor dodający dziewczęcości. Troszkę się wytrąca przy blendowaniu, ale odpowiednią techniką jesteśmy w stanie go okiełznać.

Greta

Fajny zgaszony, ciemno śliwkowy kolor. Mat. Idealny do przyciemniania makijażu w zewnętrznym kąciku, zwłaszcza do przyciemniania wcześniej wymienionych róży, możemy stworzyć fajny gradient.

Debbie

Ten (matowy) kolor uwielbiam! W bardzo podobnym cieniu z paletki czekoladki MUR się niedawno zakochałam. Nie sądziłam, że taki herbaciany kolor może być tak urzekający, użytkowy i uzależniający. Gdy znalazłam niemalże identyczny w palecie RETRO, tylko że w jakości Galm-shopu to po prostu odleciałam z radości. No uwielbiam. Chciałabym, żeby Hania wprowadziła go na stałe w ofercie Glam-shopu jako poj. wkład bo ja już się martwię co zrobię jak mi się skończy 😀

Hollywood

Drugi turbo pigment, i też bardzo nietypowy jak na turboty. Szczerze, gdybym nie wiedziała że to turbo pigment to bym nie zgadła. Nie ma w sobie takich iskierek i mocy jak większość turbotów. Widać te drobinki dopiero pod świtało. Za to ten cień jest tak mocno “ubity” że mamy potężną dawkę złota skompresowaną w jeden pan.

Audrey

Kolejny bardzo mocno napigmentowany mat. Tym razem mamy błękit tiffaniego. Ten kolor jest tak unikatowy i rzadko jeśli w ogóle spotykany, że żal by było nie mieć go w swojej kolekcji. Piękny i efektowny.

Elizabeth

Od tego błyszczącego cienia wymagałam bardzo dużo. Jeśli mnie śledzicie na IG to wiecie, że zielone kolory cieni do powiek uwielbiam, że od nich zaczynałam swoją przygodę z makijażem. Ba, gdy te kilkanaście lat temu zaczynałam sie bawić w makijaże, jeszcze nie było takiego wyboru cieni na rynku, a ja już chciałam mieć wtedy TAKI ciemno zielony, głęboki cień. Mieszałam wtedy jaśniejsze zielenie z czernią, nakładałam an rozblendowaną czarną kredkę, mieszałam odcienie z niebieskościami, żeby uzyskać taki kolor jaki chciałam. Teraz jest on w tej palecie. Dokładnie taki jak chciałam kilkanaście lat temu…
W dodatku Karolina w swoim filmiku, w którym przedstawia paletę Retro bardzo dużo mówi na jego temat. Jak wiele pracy w niego włożyła, jak bardzo jest wyjątkowi, i jak jest niezwykły, wręcz welurowy.
Może to wszystko sprawiło że spodziewam się ideału… którym niestety nie jest. Owszem cień mi się podoba i często po niego sięgam. Kolor jest boski. Jednak zawiódł mnie tym, że jest… jakby to nazwać…. tępy. Tak, trzeba się z nim trochę pomęczyć by wydobyć z niego 100%. Zarówno “wyciągając” go z palety jak i sposobem aplikacji, bazą itd. Owszem, nakładany palcem daje coś ala efekt welurowości, jednak spodziewam się chyba większego wow. Niemniej jednak nałożony umiejętnie może zauroczyć. No i ten kolor! Dziękuje Karolina.

Brigitte

No i ostatni mat i ostatni cień w palecie. Czerń. Przyznam, że podczas swatchowania byłam w szoku, węgiel. Nawet myślałam, że będzie to czerń lepsza od czerni w palecie Pure Passion Affectu. I owszem czerń jest porządna, jednak lepsza od Affectu nie jest. Zanim jeszcze ją wypróbowałam (po swoim story ze swatchami na IG) dostałam na priv odzew od kilku z Was, że ta czerń idealna nie jest i że się wyblendowuje do szarości, grafitu, że ciężko Wam uzyskać nią porządany efekt. Sprawdziłam, czerń faktycznie nie nadaje się do głębokiego blendowania, bo może nam powstać brudek, zamiast chmurki. Jest świetna do akcentów, “wklepywania” na małej powierzchni. Fajna też do techniki blendowania na mokro. Jednak w tradycyjnym makijażu trzeba z nią uważać.
Fajne w niej jest natomiast to, że przy odpowiedniej aplikacji (strzepnięciu pędzla) można osiągnąć efekt bez osypu.


Swatche:

takitammotyl, paleta cieni retro by Karolina Zientek, współpraca z Glam-Shop, kosmetyki, swatche

takitammotyl, paleta cieni retro by Karolina Zientek, współpraca z Glam-Shop, kosmetyki, swatche


Podsumowując.

Mam nadzieję, że byłam najbardziej obiektywna jak tylko mogłabym być.
Paleta jest super oryginalna. Bardzo ją lubię, sięgam po nią częściej niż myślałam że będę.
Moje najukochańsze cienie to “Debbie” i “Vivien”.
Bardzo podoba mi się fakt, że mogę wykonać nią zarówno prosty dzienny makijaż jak i całą charakteryzacje! (patrzcie na IG charakteryzacja na meduzę)
Aha! I bym zapomniała. Bardzo ciekawą cechę tych cieni zaobserwowałam, a nie jest ona tak oczywista i spotykana we wszystkich paletach.
Mianowicie mieszając dwa cienie możemy otrzymać trzeci, zupełnie innych. Ja np ku swojemu zaskoczeniu otrzymałam fiolet po zblendowaniu różu (Rity) z zielenią (Elizabeth)!
/Co zresztą możecie przyuważyć na ostatnim zdjęciu./
Edit: Zapomniałam dodać, że cienie matowe są tak bardzo napigmentowane, że ciężko je domyć ze skóry (np przy swatchach), dlatego nawet jeśli normalnie unikacie baz pod cienie, tutaj lepiej ich użyć by zabezpieczyć skórę powieki. Pędzle też mogą się zafarbować, dlatego lepiej sięgać po te z ciemnego włosia. Co dziwne, w moim przypadku zafarbowały się te syntetyczne, a nie te z włosia naturalnego.

Makijaże:

makijaż, takitammotyl, paleta cieni retro by Karolina Zientek, współpraca z Glam-Shop, kosmetyki

takitammotyl, paleta cieni retro by Karolina Zientek, współpraca z Glam-Shop, kosmetyki

makijaż oczu, takitammotyl, paleta cieni retro by Karolina Zientek, współpraca z Glam-Shop, kosmetyki

A te makijaże oczu, które widzicie powyżej zarejestrowałam krok po kroku. Dajcie znać, czy chcielibyście zobaczyć jak wykonać któryś z nich.

I tak, też mam jak Karolina, że operuje imionami, a nie kolorami. Nawet sama do siebie “w głowie” jak maluje myślę, o tutaj jeszcze trochę mi brakuje Audrey. Audrey, nie błękitu ;D

  • Totalnie nie moja kolorystyka, chyba lepiej sprawdzi się u osób eksperymentujących z makijażem 😉